Ten moment, kiedy wiesz, że powinnaś być szczęśliwa …. a nie jesteś.

Stało się, strasznie długo nie pisałam, bo w sumie nic strasznego się nie działo … ale chyba w końcu musiało się stać. Norwegia minęła, nawet jakoś szybko, to w sumie przecież tylko miesiąc był – niestety nie była ona dobra w tym roku, mało pracy i Harald dostał jeszcze wypadku i ukruszył sobie dwie jedynki … cóż. Dobrze, że nie stało się nic straszniejszego !!

Minęły również moje urodziny – skończyłam 24 lata. bardzo szybko ten czas leci – w sumie pewnie nawet się nie obejrzę i będę mieć 25 lat. a potem 30 .. a potem kto wie.

Minęły również wakacje – były na prawdę super – dawno tak fantastycznie nie spędziłam 9 dni jak w tym roku – opaliłam się trochę, odwiedziłam festiwal na który bardzo chciałam jechać. oglądałam zachody słońca i jadłam nadmorską rybkę. dużo spacerowałam i zwiedzałam – niestety, urlop się skończył i trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości pracy. teraz znów mam wolne, bo chcąc nie chcąc przenoszą nasz sklep – z piętra 2 na parter. Ciekawa jestem jak to będzie wyglądać. ale damy radę nie ma rzeczy niemożliwych.

Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, to Harald skręcił ostatnio kostkę – chyba, tak nam się wydaje – 3 dni jest już spuchnięta zobaczymy co będzie. Dziś znowu we mnie zawrzało z powodu tej nieszczęsnej sytuacji. Nie przemówię do Niego, ale nie jest to też moja rola – ale ciągle mam w głowie naszą rozmowę z lutego. Jak będzie wyglądało życie i co moi rodzice o tym myślą itd itd … Jestem zmęczona już odpowiadaniem co jakiś czas czym zajmuje się Harald i co on w zasadzie robi … i myśleniem o przyszłości i patrzeniem jak moi znajomi kupują domy, mieszkania, jeżdżą na wakacje do Tajlandii albo w ogóle gdziekolwiek za granice gdzie ja nigdy nie byłam za granicą, albo chodzą na koncerty, jeżdżą na festiwale i nie martwią się zbytnio czy będą mieli po festiwalu za co zatankować auto albo kupić bilety na tramwaj. Czy jestem tym zmęczona? trochę … nie mając pracy nie masz ubezpieczenia nie możesz iść do lekarza bo nie masz kasy, bo nie masz pracy … błędne koło. Staram się pomagać jak mogę serio, ale nie mogę też znów wplątać się w spirale bezinteresownego ciągłego pomagania, nie jestem przecież instytucją charytatywną … choć nie mogę tak mówić, tak wypominać ile było rzeczy które on dla mnie robił jak tylko go poprosiłam ! Ale po prostu zaczynam się męczyć rozmowami, nie będę pracował za 2 tysiące zł. Taki jest nasz kraj, tego nie zmienimy … dużo zarabiają ludzie, którzy mają własne firmy. Tak jak powiedziałam ostatnio … ja nie wiem jak to jest – wszyscy moi znajomi pracują, w korporacjach, w jakichś firmach dla kogoś itd … jego znajomi pracują dla siebie w firmach rodziców, ja nie wiem jak wygląda takie życie. Było fajnie na początku, widziałam jak się starał … chyba jeszcze wtedy zależało. Teraz jest jakby jakiś regres brak celu w życiu, ale ja w tym nie umiem pomóc. Serce mi się tylko od tego kraje. Pamiętam jak byliśmy raz na pizzy i opowiedział mi w końcu o tej pracy i widziałam jak bardzo jest przybity i czułam jak łzy mi napływają do oczu bo jestem bezsilna w tej sytuacji – nic nie mogę, nie potrafię zrobić.

Dziś po burzliwej trochę wymianie zdań ? sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć, jestem trochę zmieszana i nie wiem jaką powinnam przyjąć postawę czy cokolwiek. Jest mi teraz po protu cholernie smutno i przykro chyba.

Czas na jakiś serial, może książkę….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>