to nie jest tekst o miłości, to jest po prostu o życiu.

Chciałam chyba dzisiaj coś napisać dobrego, takiego zwięzłego … nie wiem czy umiem. Od dłuższego czasu chce coś napisać, wyrzucić z siebie wiele myśli, to wszystko co ciąży mi na głowie, w myślach. Momentami czuje, że nie daje już rady. Chyba jestem nieszczęśliwa, ale pięknie się maskuję. Takie życie, chyba.
Często bym chciała, żeby moje życie wyglądało zupełnie inaczej, chciałabym coś zmienić, bez myślenia o konsekwencjach, bez myślenia o tym co będzie, bez dodatku uczuć. Ale najbardziej chyba chciałabym, żeby przestało pękać mi serce, żebym już nie płakała, tak często, tak w tajemnicy. Często wydaje mi się, że to zbyt wiele, po prostu o zbyt wiele proszę. Szczęście. Czyste szczęście, oddanie, zaufanie, radość .. chyba radości mi brakuje najwięcej.

Mam mętlik w głowie.

Im jestem starsza, tym bardziej wydaje mi się, że świat nie traktuje mnie poważnie.

Dobranoc.

without you

Ostatni raz pisałam w grudniu, więc zaraz minie pół roku .. wypadałoby coś napisać po takim czasie, prawdopodobnie coś się wydarzyło. Na pewno coś się wydarzyło, to jest nawet więcej niż pewne.

Może zacznę od najważniejszych rzeczy – po pierwsze awansowałam w pracy. Po 3 latach bycia sprzedawcą, udało mi się awansować na zastępce kierownika – udało się to tylko dzięki temu, że Eliza jednak postanowiła się zwolnić. Gdyby nie to, nadal byłabym sprzedawcą. Plusy są takie, że nie mam za wiele nowej pracy, takie której musiałabym się jakoś mozolnie uczyć, raczej robię rzeczy, które już umiałam jako tako bo podglądałam to Kasię to Elizę. No i przede wszystkim Kasa, jakieś 600 zł więcej na rękę. Zawsze lepiej.

Kolejną nowinką jest fakt, że chodzę na ten nieszczęsny basen a od marca biorę udział w takiej akcji, która nazywa się „super pływak” – trzeba przychodzić, pływać i podawać ratownikowi ile się przepłynęło, są takie widełki – 25 – 50 – 75 KM – ja na teraz mam chyba coś koło 35 km, ale nie jestem pewna, ale nie mam ciśnienia – niezbędne minimum zrobiłam sobie. nie gram o złote galoty, jakby to babcia powiedziała hehe. Ale ogólnie fajna zabawa, trochę się poznałam z ratownikami haha. Śmieszni ludzie.

W tym roku bardzo późno zaczyna się wiosna/lato, ciągle jest dość zimno jak na czerwiec – było kilka dni dopiero takich na prawdę ciepłych. Ale już da się wychodzić na rower – tyle dobrego. lubię chodzić na rower. sezon zaczęłam z 22 KM.

Kolejna rzecz – miałam pierwszą kolizję – leciutką, lekko przytarłam zderzak i roztrzaskałam spryskiwacz od reflektora. Przyznaję, trochę się zdygałam haha. No ale cóż zapłaciłam kolesiowi 140 zł spłukałam się do reszty i po sprawie – przyjęłam wszystko na klatę, dałam rodzicom kasę za spryskiwacz, za malowanie zderzaka i jeszcze 300 zł tak po prostu.

Przyjaźnie się sypią – zdałam sobie wczoraj sprawę, że jedyną osobą z moich przyjaciół z którą utrzymuję kontakt jako taki to jest Majki i w sumie cieszę się z tego. Wiem, ze na niego w gruncie rzeczy można liczyć. Jest pomocny i można z nim porozmawiać i zawsze jak chcę gdzieś z nim wyjść to nie ma problemu.

Smutne rzeczy, które ostatnio mnie przytłaczają … ? Że chyba jestem nieszczęśliwa, tak mi się wydaje ostatnio. Związałam się z osobą, którą zawsze chciałam mieć 3 kroki przed sobą, która byłaby moją motywacją, podporą, pocieszeniem w ciężkich chwilach … a tak na prawdę nie mam nic z tych rzeczy. To ja jestem pocieszeniem, wsparciem, 3 krokami do przodu. Jestem ostatnio zmęczona, byciem cały czas dla kogoś. Tym, że tego kogoś nie ma dla mnie. wydaje mi sie ze tak chyba nie powinno być.Boję się ze któregoś dnia po prostu pęknie to wszystko we mnie i przestane podświadomie marnować czas na to wszystko co uważam za złudne. Są takie dni, kiedy po prostu mam dość słuchania, jakie życie jest niesprawiedliwe, jak wszędzie jest chujowo, a najbardziej tutaj, jakie chujowe pieniądze itd … jeśli sami nie będziemy chcieli czegoś zmienić to nigdy się to nie zmieni samo od siebie. Tylko my mamy wpływ na nasze życie. Jestem chyba po prostu zawiedziona i rozczarowana ? nie wiem czy można to tak określić. Po prostu chciałam mieć przy sobie kogoś kto będzie dla mnie wsparciem, kto będzie dla mnie, gdzieś obok mnie, ze mną .. i owszem było tak, przez pierwsze pół roku. Nie musiałam się martwić o spacer po południu, bo on był, nie musiałam się martwić o uśmiech bo go miałam, nie musiałam się martwić po prostu … a teraz częściej chodzę przygnębiona, niż uśmiechnięta. Często odpuszczam sobie siebie na korzyść kogoś innego i mam wrażenie, że pisze to już, któryś raz, że ktoś inny jest ważniejszy niż ja. Często robi mi się przykro, często jestem na bocznym torze, często chyba nie ma po prostu dla mnie miejsca ale żeby nie być nie miłym zaprasza się mnie. Mimo, że czuję się jak piąte koło u wozu a potem wszystko jest jakby wymuszone. Bo jak już powiem, że jest mi smutno, że przykro, że cokolwiek to nagle jest zrobimy to jeśli będziesz chciała, zrobimy tamto, mogę zrobić, przyjechać, nasrać .. Czarę goryczy przelało też ostatnio to, że zostało mi wypomniane, że czasem śpię po południu, że nic nie robię jak mam wolne, że wstaje, jem śniadanie, bawię się z kotem i idę spać, bo moja praca nie jest męcząca, bo on pracuje fizycznie .. Pomyślałam sobie wczoraj, że po prostu to jest nie fer…. PO PROSTU. Przez prawie rok bycia razem, kiedy on nie miał żadnej pracy i całe dnie siedział w domu, ani razu się nie odezwałam, że jest nierobem, że jak czasem był zmęczony, że po czym on może być zmęczony – kiedy ja jestem na nogach po 16 godzin czasem 3 dni pod rząd … NIGDY nie powiedziałam na niego ani słowa krytyki pod tym kątem. Widocznie ja sobie zasłużyłam. Myślałam, po prostu … sama nie wiem co sobie myślałam. Że fajnie by było gdybyśmy po prostu byli dla siebie empatyczni ? nie wiem czy to odpowiednie słowo. Żebyśmy sobie nie wypominali jakichś rzeczy, które robimy. To tak jakbym ja miała za każdym razem mówić, no tak bo Ty przecież cały czas tylko z chłopakami wychodzisz gdzieś, cały czas zajebany, marudzisz na brak hajsu ale na zioło, na browary i pety kasa zawsze jest .. nie mam serca, żeby komuś tak powiedzieć, tym bardziej, że jestem w stanie nawet oddać swoje pieniądze i je oddaje ale to się nie liczy za bardzo. Nie chcę też żeby było tylko tak, że narzekam i, że wszystko mi się nie podoba, bo tak nie jest, ale teraz własnie w tej chwili pomyślałam, że jest jedna rzecz, która boli mnie najbardziej – kłamstwo – i nie umiem go udowodnić, ale wiem, że jest – kłamstwo, które dotyczy palenia. Bo wiem, ze to jest człowiek, który nigdy nie odmawia, a mnie będzie mówił, że nie palił, bo nikt nie miał kiedy spędzał czas z samymi osobami, które zawsze mają ciśnienie na jaranie i choćby skały srały to zawsze się znajdzie ktoś kto będzie miał, Piter, Kiler, Tomas, czy każdy inny kto się tym zajmuje. I tego nie mogę znieść. Już raz jedno kłamstwo wyszło na jaw i nic się wtedy nie odezwałam, ale wtedy coś we mnie pękło. Dlaczego ludzie nie potrafią być ze sobą szczerzy ? To jest chyba najbardziej przykre – czy chcę spędzić resztę życia z osobą, która już teraz okłamuje mnie o takie pierdoły. Przecież świat się nie zawali, jeśli mi napisze/powie, że palił a ja tylko powiem, że nie podoba mi się to a on na to nasika sikiem prostym bo ma w dupie moje słowa. i wszyscy dalej będą żyli długo i szczęśliwie. Kłamstwo ma krótkie nogi …

 

Znów czuję, że daje z siebie bezinteresownie 120%, pomagam wspieram, a nawet nie słyszę za to dzięki.Nie oczekuję, że ktoś będzie zabierał mnie na wystawne kolacje, za to że dałam jakiś hajs, nie oczekuje zwrotu, oczekuję uwagi, zaangażowania, poświęcenia mi siebie… to chyba zbyt wiele.

 

Dobranoc.

Na zakończenie grał dla mnie Bonobo

Trafiło na pisanie w szufladzie, to dobre miejsce do pisania mimo wszystko. Dziś spokojnie i pusto. Chwila dla zebrania myśli, muzyka w tle i samotność. Ostatnio bardzo często mnie dotyka ten fakt … samotności. Były momenty, że wiele razy przez to płakałam. W ogóle dużo płaczę i bez powodu. Wiem, że denerwuje to mnie i nie tylko mnie.
Były ostatnio takie momenty, że dużo się kłóciliśmy o to, że zostawałam odtrącona na któryś z rzędu plan, że coś było nie tak, że ktoś inny był ważniejszy, że czas spędzany ze mną nie był taki dobry w moich oczach – ale może tylko mnie się tak wydawało bo w sumie, ostatecznie zawsze brałam winę na siebie. za wszystko, za cokolwiek.
Staram się teraz jakoś panować nad sobą, mieć myśli na wodzy, patrzeć na wiele rzeczy trzeźwo. tak mi się wydaje, ze się staram.

Ostatnio wymyśliłam sobie, że chciałabym spróbować zrobić koc, taki duży skandynawski z wełny robiony na rękach – wychodzi dość drogo, ale też drogo można go sprzedać. Harald chciałby zrobić z tego jakiś mały biznes, nie wiem czy się uda. byłoby fajnie bo takie rzeczy są na prawdę w cenie a w dodatku są teraz na topie, ogólnie ludzie, którzy preferują skandynawski styl i rękodzieło lubią takie rzeczy więc może by to poszło, ale wymyśliliśmy, że po nowym roku spróbujemy.

Kupiłam wszystkie prezenty na święta, nawet nieźle mi poszło, przynajmniej mam wszystko z głowy. Ciekawa jestem czy Haremu będzie się podobał mój prezent, bardzo bym chciała – może będzie zaskoczony, może rozczarowany, haha tego nie wiem. No i prezenty dla innych, bardzo bym chciała trafić w gust. Jeszcze tylko prezenty dla rodziców Harego muszę uzupełnić w bilety. Pojechać z tatą kupić prezent dla mamy urodzinowo-świąteczny. No i ciekawa jestem co dostanę od taty, mam nadzieję, że tą szczoteczkę z oral B taką fioletową haha. Jemu dałam już buty, bo wiem, ze truł by mi głowę o to a tak to ma i już będzie miał na wiosnę i git. A ja kupiłam sobie (w zasadzie mama mi kupiła), moje pierwsze jordany. Dziwnie mi się w nich chodzi haha

W pracy jakoś leci, ale ostatnio doszłam do kilku ważnych przemyśleń. Że generalnie ta praca nie jest taka zła i że pewne osoby, które ze mną pracują cały czas na coś narzekają i że to jest nie tak, że tamto a tak na prawdę zawsze wychodzą dobrze na tym –  w sumie mam tutaj na myśli tylko jedną osobę i w głębi duszy chciałabym, żeby odeszła do nowej pracy, przynajmniej może ja bym mogła wskoczyć na jej miejsce. ale wątpię, że to się zmieni bo tu już było tyle gadania … czczego gadania, że już na nic się nie nastawiam. Ale nie powiem, możliwe, że zmieniło by to trochę moje życie, hehe. Pomyśleć, że ten rok tak szybko zleciał. Prawie rok, jak znak Haralda, prawie rok jak się spotykamy – szybko ten czas zleciał. Kilka wzlotów kilka upadków. Ogólnie nie jest najgorzej – nawet całkiem przyjemnie. Hary zaczął pracę, z której nie do końca jest zadowolony, ale co ja za to mogę, taki typ człowieka hehe. Mam tylko nadzieję, że jest szczerze szczęśliwy ze mną i mnie szczerze kocha. nic więcej mi nie potrzeba! 

Pora kończyć i zbierać się na wieczorne seriale z Nim i mam nadzieję, że dzisiaj nie zaśnie :)

dłuży się ten październik / piździernik?

Aktualnie choruję, na wszystko na raz żeby nie było nudno – leżę całe dnie w łóżku już dostaje odgniotów na dupie i plecach. Nadal życie nie układa się tak jakbym chciała, ale najgorzej też nie jest – może nawet jest dobrze.

wielkimi krokami zbliża się zima, święta i prezenty – już nie mogę się doczekać ! w tym roku zaplanowałam sobie dużo rzeczy z wyprzedzeniem i chyba mi się uda wszystko.

Aaaa w związku z moimi chorobami mama harrego zrobiła mi ostatnio masaż i stwierdziła, że dużo moich problemów zdrowotnych wynika ze stresu z tego, że wiele rzeczy trzymam w sobie, że nie mówię o czymś, że mam konflikt sama ze sobą. Coś w tym chyba jest …

 

jest taki dzień, że pada ciągle i nawet kot się gdzieś schował – niesamowite.

Podobno życie takie jest ..

Jestem totalnie pogubiona w tym wszystkim co powinnam robić w swoim życiu. Jestem w takim punkcie, że nie wiem czy powinnam iść w lewą czy prawą stronę. Chciałabym, żeby w końcu coś zaczęło się zmieniać, ale zmieniać na lepsze a znów mam wrażenie, że wszystko idzie w złym kierunku.

Znów podkładam swoje życie dla kogoś innego, znów coś nie pasuje, coś się nie zgadza i nie jest tak jak powinno być. Znów stawiam czyjeś szczęście ponad swoje – dlaczego ? Czemu muszę być akurat takim typem człowieka, który ogromnie przywiązuje się do drugiej osoby, który zawsze będzie stawiał kogoś na pierwszym miejscu i kto zawsze będzie myślał tylko o kimś innym niż o samej sobie. A przecież to chyba moje szczęście powinno być najważniejsze – a przecież, jak na razie nie jest. Jestem pogubiona w tym wszystkim …

Nadal idealnie pasuje to stwierdzenie – ten moment, kiedy wiesz, że powinnaś być szczęśliwa a nie jesteś… Ale już jestem do tego tak bardzo przyzwyczajona, że już nawet udawać nie muszę, no bo nie muszę po prostu hehe. Już dawno temu, nauczyłam się odmawiać sobie wielu rzeczy, na koszt kogoś innego i dokonywać ważnych wyborów. Najgorzej jest tylko wtedy kiedy jesteś dobrym człowiekiem, tak Ci się wydaje a ktoś próbuje z Ciebie zrobić tego złego wymyślając jakieś dziwne rzeczy. Czuje się też tak, jakby zaczynały się mnożyć kłamstwa – sama nie wiem. nie ma dowodów ale tak czuję.

 

Na prawdę nie wiem co mam robić, już dawno nie czułam się taka pogubiona.
W tym momencie … czuje się nieszczęśliwa po prostu.

Ten moment, kiedy wiesz, że powinnaś być szczęśliwa …. a nie jesteś.

Stało się, strasznie długo nie pisałam, bo w sumie nic strasznego się nie działo … ale chyba w końcu musiało się stać. Norwegia minęła, nawet jakoś szybko, to w sumie przecież tylko miesiąc był – niestety nie była ona dobra w tym roku, mało pracy i Harald dostał jeszcze wypadku i ukruszył sobie dwie jedynki … cóż. Dobrze, że nie stało się nic straszniejszego !!

Minęły również moje urodziny – skończyłam 24 lata. bardzo szybko ten czas leci – w sumie pewnie nawet się nie obejrzę i będę mieć 25 lat. a potem 30 .. a potem kto wie.

Minęły również wakacje – były na prawdę super – dawno tak fantastycznie nie spędziłam 9 dni jak w tym roku – opaliłam się trochę, odwiedziłam festiwal na który bardzo chciałam jechać. oglądałam zachody słońca i jadłam nadmorską rybkę. dużo spacerowałam i zwiedzałam – niestety, urlop się skończył i trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości pracy. teraz znów mam wolne, bo chcąc nie chcąc przenoszą nasz sklep – z piętra 2 na parter. Ciekawa jestem jak to będzie wyglądać. ale damy radę nie ma rzeczy niemożliwych.

Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, to Harald skręcił ostatnio kostkę – chyba, tak nam się wydaje – 3 dni jest już spuchnięta zobaczymy co będzie. Dziś znowu we mnie zawrzało z powodu tej nieszczęsnej sytuacji. Nie przemówię do Niego, ale nie jest to też moja rola – ale ciągle mam w głowie naszą rozmowę z lutego. Jak będzie wyglądało życie i co moi rodzice o tym myślą itd itd … Jestem zmęczona już odpowiadaniem co jakiś czas czym zajmuje się Harald i co on w zasadzie robi … i myśleniem o przyszłości i patrzeniem jak moi znajomi kupują domy, mieszkania, jeżdżą na wakacje do Tajlandii albo w ogóle gdziekolwiek za granice gdzie ja nigdy nie byłam za granicą, albo chodzą na koncerty, jeżdżą na festiwale i nie martwią się zbytnio czy będą mieli po festiwalu za co zatankować auto albo kupić bilety na tramwaj. Czy jestem tym zmęczona? trochę … nie mając pracy nie masz ubezpieczenia nie możesz iść do lekarza bo nie masz kasy, bo nie masz pracy … błędne koło. Staram się pomagać jak mogę serio, ale nie mogę też znów wplątać się w spirale bezinteresownego ciągłego pomagania, nie jestem przecież instytucją charytatywną … choć nie mogę tak mówić, tak wypominać ile było rzeczy które on dla mnie robił jak tylko go poprosiłam ! Ale po prostu zaczynam się męczyć rozmowami, nie będę pracował za 2 tysiące zł. Taki jest nasz kraj, tego nie zmienimy … dużo zarabiają ludzie, którzy mają własne firmy. Tak jak powiedziałam ostatnio … ja nie wiem jak to jest – wszyscy moi znajomi pracują, w korporacjach, w jakichś firmach dla kogoś itd … jego znajomi pracują dla siebie w firmach rodziców, ja nie wiem jak wygląda takie życie. Było fajnie na początku, widziałam jak się starał … chyba jeszcze wtedy zależało. Teraz jest jakby jakiś regres brak celu w życiu, ale ja w tym nie umiem pomóc. Serce mi się tylko od tego kraje. Pamiętam jak byliśmy raz na pizzy i opowiedział mi w końcu o tej pracy i widziałam jak bardzo jest przybity i czułam jak łzy mi napływają do oczu bo jestem bezsilna w tej sytuacji – nic nie mogę, nie potrafię zrobić.

Dziś po burzliwej trochę wymianie zdań ? sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć, jestem trochę zmieszana i nie wiem jaką powinnam przyjąć postawę czy cokolwiek. Jest mi teraz po protu cholernie smutno i przykro chyba.

Czas na jakiś serial, może książkę….

Norwegia. 1690 KM stąd.

Miesiąc nie pisania i wychodzę z formy powoli.
Za chwile, mamy czerwiec, ostatni miesiąc przed moim upragnionym wakacyjnym urlopem. A najważniejsze razem z Nim i chyba to sie najbardziej liczy! 9 dni odpoczynku nad polskim morzem – czego chcieć więcej?! Pierwszy raz też będę na Opener’ze bo gra Wiz Khalifa a wiem, że Harald go uwielbia więc pojedziemy – drogie bilety, 250 zł za jeden dzień ale co zrobisz. Takie są niestety imprezy masowe w Polsce.

W pracy jakoś leci – zmieniła się ekipa, dziwnie jest trochę, no i niestety jedna osoba się nie sprawdza, więc będziemy musieli szukać nowej. Ale mam nadzieję, że jakoś damy radę. Agata nowa dziewczyna, która z nami pracuje jest fantastyczna – uwielbiam ją. Ogólnie okres letni w pracy jest fantastyczny! Dużo kasy się trzepie wtedy, hehe. więc może jak dobrze pójdzie to na urlop akurat trochę kaski wpadnie. Nie mogę się doczekać tego urlopu, serio serio.

A tak po za tematem tych wszystkich pracowniczych spraw to Harald wyjechał do Norwegii, na miesiąc … wróci właśnie na nasz urlop – mam taką nadzieję. Pojechał zarabiać właśnie na nasz urlop – wiem, że chcę jak najlepiej dla mnie, dla siebie, dla nas. Wiem też (domyślam się przynajmniej), że chce mi zrobić jakiś fantastyczny prezent na urodziny – może wróci w moje urodziny akurat. Nie mogę się już tego doczekać! Ja klasycznie, myśląc o nim – przyszłam do szuflady. To już chyba zawsze będzie takie nasze miejsce, w sumie tu się poznaliśmy. Pamiętam ten dzień, chyba zawsze będę go już wspominać w jakiś tam sposób – pamiętam to zdenerwowanie jak pierwszy raz rozmawialiśmy – na następny dzień jechałam pierwszy raz na snowboard. Miłe było to spotkanie.

A teraz bardzo za nim tęsknie … w sumie 2 dni się dopiero nie widzimy. no cóż … jeszcze 34 dni ? chyba tak.

Pozytywną rzeczą z ostatnich dni jest to, że spłaciłam cały kredyt – więc jest do przodu! Już akurat przed urlopem będę mieć 100 zł więcej do wypłaty więc jest ok.

Taka myśl mnie naszła, że mając takiego chłopaka jestem wygraną dziewczyną. Kocha mnie, tak szczerze prawdziwie – czuję to. A to chyba w tym wszystkim jest najważniejsze. A co jest ważniejsze, że ja Kocham Go równie mocno … jak nie mocniej, hehe. Czuję się spełniona, tak po prostu. Jest jeszcze parę rzeczy nad którymi trzeba popracować myśląc o przyszłości, ale damy radę! Wiem to, to zdolny człowiek, będzie dobrze – musi być. O!

 

Klasycznie siedząc w szufladzie, jest Przemek i poznałam kilka „ciekawostek” hehe, np o prenatalnym kanibalizmie. To znaczy, że w łonie każdej samicy rekina jest kilka młodych ale rodzi się zawsze jeden. Bo najsilniejsze młode zjada pozostałe. O taka właśnie ciekawostka na dzisiaj.

 

Na dzisiaj już koniec pisania – nie wpadłam jeszcze w chandrę związaną z samotnością i przez cały miesiąc będę starała się być dzielna, o!

 

P.S. HAŁAŁD, KOCHAM CIĘ I CZEKAM NA CIEBIE !

Czarnuszek

Chciałam dzisiaj znów napisać coś super, taką miałam wenę idąc się myć, myślałam o wszystkim co chciałabym tu przelać a teraz jak napisałam pierwsze słowa … wszystko uciekło.

Demotywuje mnie ostatnio brak pieniędzy, to że jestem takim jebanym biedakiem. Że w ogóle chyba zawsze tak było, sama nie wiem. Znowu muszę czekać, aż odbiję się od jebanego dna braku pieniędzy. Chciałabym móc kupić Haraldowi coś ładnego, zabrać go w jakieś fajne miejsce cokolwiek. A ogranicza mnie kasa – ciągle jej nie mam. a To muszę kupić coś do domu, coś dla Czarka, czasem sobie, żeby mieć w czym chodzić a i tak na to nie wydaje dużo kasy – teraz sobie pozwoliłam bo zrobiłam wyjątkowo zamówienie pracownicze za 170 zł no i muszę spłacać tate. Może na przyszły miesiąc zapomni o tym, że mam mu oddać kasę, przydałoby się, żebym jeszcze mogła chodzić do małpy – byłoby to spoko.
Zastanawiam się, jak ja mam myśleć o zakładaniu rodziny, o wyprowadzeniu się z domu, o czymkolwiek, jak na obecną chwilę zastanawiam się czy stać mnie na to, żeby pojechać na urlop. Myślę, że dopiero od lipca będę w stanie normalnie odkładać pieniądze. Wszystko będzie spłacone, oddane, nie będę już nigdzie jeździła – może się udać. Ale gdzie tam lipiec/sierpień na dobrą sprawę, jak jeszcze dobrze kwiecień się nie skończył.

Kolejnym moim problemem jest jakikolwiek brak motywacji do samej siebie – czuję, jakbym z każdym dniem wyglądała coraz gorzej i tak się nawet czuję. Nie mam w sobie żadnej motywacji, żeby zrobić coś ze sobą – chciałabym ładnie wyglądać, ale wiem, ze na te wakacje jest to już niemożliwe – nie wiem co bym musiała zrobić, żeby coś się zmieniło we mnie przez 2 miesiące – znaczy można mogłabym się zawziąć w sobie i zacząć na maksa chodzić na ten głupi basen, może biegać, jakieś ćwiczenia na dworze może znowu te brzuszki w domu nie wiem cokolwiek. czuję się strasznie sama ze sobą i widzę jak wyglądam. Jestem okropna a najgorsze jest to, że nie potrafię znaleźć w sobie żadnej motywacji, nic … aktualnie od kilku dni jestem strasznie nieszczęśliwa – nie wiem jak mam to nazwać. Może od 1 maja zmierzę się i nie mówiąc nic nikomu może uda mi się coś zrobić ze sobą, wyciągnę buty, bluzy będę biegać – może dam radę. uruchomię basen znów. Muszę coż zrobić bo nie mogę na siebie patrzeć – nie uważam żebym jakoś mega się objadała, raczej jem tak jak do tej pory, ale coś niedobrego się ze mną dzieje … czuję się nieszczęśliwa pod tym kątem.

A moje szczęście? ON ! …………. dalej brakło internetu i wszystko co pisałam się skasowało, więc innym razem.

Bez siebie razem zginiemy.

Co się dzieje? Tyle się dzieje, że chyba jest dobrze … staram się pozytywnie podchodzić do całego mojego życia, jest do czego w końcu podchodzić pozytywnie. Chyba wszystko układa się tak jak powinno się układać.
Wydaje mi się, że znalazłam kogoś z kim jestem szczęśliwa, a przynajmniej tak się czuję. To jest ktoś kto stara się dla mnie bardzo wiele zrobić – podoba mi się to. Choć czasem czuję się bardzo zawstydzona. Że ja może za mało się staram, że ja powinnam robić więcej…. Sama nie wiem. W każdym bądź razie jestem bardzo szczęśliwa. Czasem mam tylko wrażenie, że musiałabym go bardzo dużo nauczyć w życiu … takich prostych życiowych elementów, które mnie strasznie denerwują. Może nie denerwują, ale przeszkadzają mi i nie czuję się z nimi komfortowo.

Jeśli chodzi o pracę to jest właśnie to co ostatnio zaprzątało najwięcej myśli, wszystko się zmieniło, dosłownie wszystko.
Odeszły dwie osoby, jedna z odejścia której większość z nas chyba się smuci, natomiast druga osoba … chyba ulżyło nam wszystkim z powodu jej odejścia.  Teraz zaczynamy wiele rzeczy od nowa – no cóż tak musi być. Musimy zacisnąć pasa i wszystkich wszystkiego uczyć od nowa – a na polu bitwy zostałyśmy same 3 – ja, Elajza i Kejti eR. Damy sobie radę a jak będzie chujowo to kogoś zmienimy znowu – cóż takie życie jest. nic tego nie zmieni

Dziś moją miejscówką wyjątkowo stało się CoCoCafe, bo w szufladzie jakiś koncert, a  Maniana czynna do 16:30 albo do 19:00 chyba hyh. Pogadałam chwile na skype z Dawidem, Hary gra w piłe. Ja jak skończę to pewnie skieruję się w stronę domu. Dzisiaj nocuję chyba u Harrego. U mnie i tak nikogo nie ma, ale jest mocne postanowienie pójścia jutro ok. 8:00 na spacer z pieskami, myślę że damy radę. byłoby Fajnie – długi poranny spacer z piesełami haha. Tym bardziej, że mama ma przyjechać koło południa i potem znowu jechać na wieś (ma urlop).

Harry od poniedziałku zaczyna pracę. Mam nadzieję, że jakoś podoła temu, to tylko 8 godzin dziennie od poniedziałku do piątku. skończy się chyba jeżdżenie do niemiec, imprezowanie, posiadówki do późna. zdaje sobie też sprawę z tego, że pewnie będziemy się mniej widywać przez to, bo pewnie jak jak będę mieć wolne to on będzie w pracy do 16:00 a potem zanim się spotkamy to już będzie 18 – a do późna też nie będzie można bo ja wiem jak to jest kiedy zarywasz kilka nocek z rzędu. Ale zobaczymy – trzymam za niego kciuki. Chcę żeby pracował on chyba też tego chce, tak mi się wydaje choć widze wahanie z jego strony bo dla niego zarabianie 2 tyś już na rękę to jest mega mało – a nawet ja tyle nie zarabiam, ale myślę, że powinien się z tego cieszyć bo to zawsze jest kasa nie oszukujmy się. Zawsze gdzieś może będzie mógł dorobić sobie u ojca czy coś. Mimo wszystko BARDZO trzymam za niego kciuki!

Chciałam dzisiaj napisać coś wzniosłego, ale totalnie nie mam pomysłu na nic, więc chyba już skończę i skieruję się w stronę domu.
Ostatnio zastanawiałam się nad tym co takiego sobie pisałam parę lat wstecz, z tego co pamiętam to głównie pisałam wtedy kiedy byłam zła, wiem, że teraz też pojawiło się kilka takich postów. Ale chyba taki jest mój blog po prostu, nie umiem wyrażać tak jakby radości – raczej krępuje mnie to, a złość czy smutek muszę chyba po prosty z siebie wyrzuć tak mi się wydaje.

Idę odwalić jakaś ankiete za 1200 ptk hehe.

Besos.

 

P.S. JESTEM CHOLERNIE SZCZĘŚLIWA, MYŚLĘ O NIM OSTATNIO W KAŻDEJ SEKUNDZIE KAŻDEGO SWOJEGO DNIA! CZY TO JEST DZIWNE I ZŁE?

People, help the people …

Zaraz będzie miesiąc jak nie pisałam nic, a od tego miesiąca zmieniło się kilka ważnych spraw. A może w zasadzie nic się nie zmieniło ?!

Przede wszystkim, podjęłam jakieś decyzje, jakieś kroki … Ostatni post był chyba z 12 lutego, potem były walentynki – to co się działo, przechodzi ludzkie pojęcie, po pierwsze byłam w pracy, po drugie poszłam z H. na drinka, po trzecie do domu wróciłam na następny dzień w południe. Słabo. Sprawiłam mu wtedy przykrość, ale sama nie wiem … tak on mnie to przedstawił, w każdym razie nie odzywał się do mnie cały kolejny dzień. Powiedział, że był rozjebany psychicznie. Trochę się tym zmartwiłam, ale czy powinnam ? Ostatecznie wszystko chyba zmieniło się dwa dni później. Pojechaliśmy na obiad. do Pszczyny. Gdzie zostawiłam kupe kasy, w sumie nie wiedziałam, na co się piszę, ale … było warto.

Jest 2:00 w nocy, o 22:24 słuch zaginął. Postanowiłam się nie denerwować i dać na wstrzymanie, jednak nie będę miłą i kochającą dziewczyną, bo w drugą stronę też pewnie byłoby zamartwianie się i zastanawianie co się dzieje. Tak wiem, pewnie usłyszę, że telefon się rozładował, że coś tam, że nie miał kiedy, że cokolwiek … ale co ja się tam znam przecież.

Chyba musiałam dać upust swoim frustracją  - mamy poniedziałek, bo już po północy, we wtorek dzień kobiet, w środę ide do lekarza na kontrolę z moją anginą – ciesze się, że tragiczne były tylko 3 dni tak na prawdę.

 

Dziś wieczorem wyjątkowo, czuję się samotna. Staram się nie być całą sobą, w ciągu dnia, bo rozumiem, że przyjaciele, że inni – nie jestem pępkiem świata … ale chciałabym chociaż wieczór (wiem, teraz pada argument, że przecież dostałam całą noc i cały poranek i wszystko i nie powinnam mieć pretensji), ale tak martwię się to jest chyba główny argument, że się po prostu martwię. Ale zostawiam to, powiedziałam … nie będę już za kimś tak biegać jak kiedyś, dawać wszystkiego, narzucać się i martwić i cokolwiek … nie chcę, żeby tak było. Nie dam się znowu owinąć wokół palca. Na razie zacisnę zęby, potem … może będę się złościć, a może to po prostu rzucę.

 

Dobranoc.

 

P.S. Tak, jestem zła i jest mi przykro i chce mi się płakać …