Życiowe decyzje – koszmary

Zaczynamy nowy etap czegoś … sama jeszcze nie wiem czego.
Mam wrażenie, że codziennie się coś zmienia, codziennie jakoś inaczej na wszystko patrzę. Nie zmienia to faktu, że smutek jest elementem, który bardzo mi dokucza i chyba powinnam się go jakoś pozbyć – tak myślę, że wiele by mi to ułatwiło.

W moim życiu pojawiła się pewna osoba… w sumie już jakiś czas temu – ponad miesiąc temu -chyba tak. To bardzo mały dostęp czasu, nie zmienia to jednak faktu, że spędzamy ze sobą bardzo wiele czasu. Ma w sobie takie coś co trochę miesza mi w głowie. Jest wiele chwil w których chciałabym powiedzieć bardzo wiele słów. Sama tylko nie wiem co bym chciała powiedzieć. Znaczy w sumie wiem.
Na pewno to jaką osobą on dla mnie jest. Wydaje mi się, że już ostatnio coś o tym powiedziałam, choć tak na prawdę niewiele pamiętam z tej całej rozmowy – to jest straszne bo wszystko będę musiała zaczynać od nowa, mimo, że alkohol jest taką formą, która pozwala wyrazić znacznie więcej.

Najgorsze jest to, że Jego obecne życie całkowicie przypomina, to z którym się rozstałam od którego się odcięłam, które chciałam zmienić a to chyba o to chodziło. Sama nie wiem … Chciałabym, żeby to było dużo prostsze niż jest teraz, żebym mogła wiedzieć czego chcę … mimo wszystko wydaje mi się, że pomijając jedną „Trwającą” sprawę wszystko mam na zero – 400 km romansu z 5 lat młodszym chłopakiem nie liczę, bo to niedorzeczne, żeby to zaliczać do czegokolwiek haha. Jednak jest coś co nie daje mi spokoju. Te momenty, w których myślisz o kimś czasami …. często, chyba o czymś świadczą. Co powinnam mu powiedzieć tak na prawdę?
Hej – Twoje życie strasznie przypomina mi, moje poprzednie od którego się uwolniłam. Co możesz dać mi na przyszłość? Czy zadbasz o mnie, czy nie będę musiała martwić się o dom, rodzinę przyszłość. Jak chcesz, żeby wyglądała Twoja przyszłość ?! To chyba jest to najważniejsze pytanie, które powinno zostać zadane. Jak chcę, żeby wyglądała moja (nasza) przyszłość?! Że podobasz mi się, ale na tym świat się nie kończy, świat w rozumieniu życie. Jeśli by się udało, to jak chcesz, żeby to wyglądało? Będzie nas stać kiedyś na to aby mieć własny dom, dzieci, cokolwiek ? A gdy będziemy starzy?

 

Pamiętam, ze jak rozstawałam się z Jackiem, powiedziałam sobie, że nigdy nie będę z kimś, kim ja będę musiała kierować … że to mój partner musi być 3 kroki przede mną, to on musi dbać o mnie i pamiętać o wszystkim nie odwrotnie. Dlaczego się tego nie trzymam? Trochę mnie to przeraża chyba … boję się, że nie znajdę kogoś takiego. Jak już kogoś takiego spotykam, to ten KTOŚ jest mega różny ode mnie … w dodatku ucieka na pół roku albo i więcej na drugi koniec globu. Jaki to ma sens? Gdy poznaje kogoś kto jest blisko i mógłby dla mnie kupić gwiazdę i nazwać ją moim imieniem nie jest zainteresowany mną – coś chyba jednak jest ze mną nie tak chyba – tak mi się wydaje. Tak pije w tym miejscu do Tomka – który umówił się ze mną na dwie randki i odpuścił. Może faktycznie powiedziałam coś nie tak, zrobiłam coś nieodpowiedniego. Może to pytanie, które mu zadałam, dlaczego akurat mnie wybrał, biorąc pod uwagę, że chwile wcześniej opowiedział mi bardzo podobną historię. Jednak chyba coś ze mną jest nie tak.

Ale wracając do głównego wątku – mam na prawdę ciężki orzech do zgryzienia w związku z tą konkretną osobą. Nie chce się władować w coś co może kogoś zranić lub szybko się skończyć – szczególnie, że widzę, ze drugiej stronie też zależy. Boję się tego. Nie jest to taka sytuacja jak z Kubą z którym bądź co bądź to ja chciałam się związać – tutaj sama nie wiem czy chce, to chyba jest najgorsze.  Czuję się trochę zagubiona w tym wszystkim – jednak mam nadzieję, że wszystko się rozwiąże tak jak powinno.

 

Znów nie napisałam tego wszystkiego co chciałam napisać. Może tak miało być – nie wychodzi mi ostatnio pisanie to jest mega smutne.

 

Jednak właśnie wpadł mi do głowy jeden temat, który chodzi mi od pewnego czasu po głowie, że jeden z moich już znajomych jest totalnym hipokrytą – jeśli ja mówię, że nie mam ochoty z kimś utrzymywać kontaktu to znaczy, że tak jest prostym przykładem jest Jacek, działa na mnie depresyjnie, więc postanowiłam się od niego odciąć, widzę, że on chyba jest szczęśliwy więc chyba o to chodzi … ale po co utrzymywanie kontaktu z nim ma sprawiać mi smutki? Na pewno ja tego nie chce – więc odcięłam się. Natomiast jeśli jedna osoba, mówi mi, że chce się od kogoś odciąć i jest na tą osobę wkurwiona bo potraktowała ją tak a nie inaczej a potem zaczyna się z nią cały czas spotykać to o czym my rozmawiamy – to nie ja jestem nie fair, tylko ta osoba!

 

Na dziś koniec pisania- znajdę jeszcze odpowiednią wenę – cześć!

Nie zasługujesz na lato kiedy nie szanujesz zimy.

Życie ! Zaczyna się chyba od nowa …
Sama nie wiem o czym powinnam pisać. Dziś do głowy wpadł mi pewien pomysł, aby zacząć wszystko od nowa, aby w końcu skupić się na mnie … nie wiem jak mi to wyjdzie, byłoby ekstra. Chyba chciałabym zacząć prowadzić nowego bloga, ale szkoda mi trochę tych prawie 11 lat, które prowadzę tego bloga. Byłoby szkoda, prawda?

Dałam sobie spokój chyba z pewnymi sprawami, tak mi się wydaje. J., M. … przeszłość, nie ma co walczyć z wiatrakami tak mi się wydaje. Takie jest życie trzeba pogodzić się z porażką chyba. Szkoda, bo na prawdę chyba na coś liczyłam.
Poznaję teraz mnóstwo ludzi. Pozytywnych mniej pozytywnych … trochę znajomości zostało zakończonych a chyba o to chodzi, żeby odchodzić od toksycznych znajomości … cóż, czasem tak bywa.

W pracy chyba się układa więc chyba nie jest źle. Zastanawiam się co będzie jak skończy się Vans, chociaż nie przewiduje tego … Serio, chciałabym wiązać przyszłość z tym miejscem, nie za bardzo tylko wiem jak. Myślę, że wiązałoby się to z przeprowadzką do Warszawy, ale nie widzę siebie w tym miejscu, nikogo bym tam nie miała. Jeden JEDYNY plus, że nadal byłby to ten sam kraj. Wtedy to nie jest już UK – inny kraj. 2 tysiące kilometrów od domu, to było uciążliwe, chociaż cieszę się, że mogłam zapewnić rodzicom ten przelot.

W sumie jak wracam sobie tak pamięciom trochę wstecz to było to mega pozytywne doświadczenie jeśli chodzi o ten wyjazd. Dużo się nauczyłam wtedy, samodzielności … może tylko moja wiara we własne siły trochę upadła. Tak myślę. Jak myślę o tym z perspektywy czasu, to gdyby druga strona ogromnie mnie wspierała mogłabym tam nadal mieszkać, pracować, żyć dobrze. Rodzice mogliby przyjeżdżać, ja bym mogła podróżować … może byłabym z kimś kto by mnie nadal kochał, chciał prowadzić przyszłość w konkretnym kierunku. Niestety … życie weryfikuje wiele rzeczy, przede wszystkim życie.

 

Znalazłam sobie chyba miejsce do pisania. Szuflada ? Pozytywne miejsce „doskonałe proporcje, na prawdę czuję się dobrze”. Nasze dusze są wolne ?
Co powinno się dziać w moim życiu, co powinno się dziać, wydarzyć, żebym zmieniła swoje podejście do czegokolwiek. J. pisał mi, że chce być moim przyjacielem, tak samo jak ja kiedyś pisałam do niego, że chce być jego przyjaciółką … to chyba jednak niemożliwe. W głębi duszy go kocham, był, jest, będzie …. zawsze. Po prostu, kimś kogo kocham, szanuję… do kogo będę mieć ogromy sentyment. Kimś, kogo będę szanować, jego i to co robi. Nigdy chyba nie pogodzę się z tym, że porwało mnie życie niż On – ale takie jest chyba życie. Tak mi się wydaje. Życie ?

Jutro pierwszy raz jadę na stok z deską. Czy się boję ? Bardzo … liczę na to, że włączy mi się tryb nieśmiertelność i dam sobie radę ze wszystkim, wydaje mi się, że nie może to być takie trudne, jak wszyscy mówią. Dam sobie radę? No ja sobie nie dam … proszę Was, haha. Jadę z Darkiem, chyba mnie lubi jednak skoro sam to zaproponował, ja go lubię szczególnie po imprezie pracowniczej, haha.

Chyba na dzisiaj koniec pisania tak mi się wydaje. Nic więcej z siebie nie wykrzesam. Kończę na dzisiaj, kończę piwo i zbijam do domu. Szufla for life ? Nieee …. ale może kiedyś.

 

P.S. Ten chłopak jest całkiem sympatyczny, ale nie wydaje się zainteresowanym. Takie życie, chyba zacznę wyznawać zasadę, że bez ciśnienia.

 

Cześć.

 

P.S. 2 Co z tym pomysłem nowego bloga? daily blog? o czym bym miała pisać? nadal o swoim życiu … boję się, że nie miałoby to dobrego odzwierciedlenia w odbiorze, ale to tylko moje zdanie … co ja się tam w sumie znam haha.

P.S. 3 Faza na HADESA mode ON.

Fejm na Chet’a Faker’a się skończył … a jednak jest dobry.

Takie jest właśnie życie … pełne wybojów? chyba tak.
Zwrot akcji, który w sumie był do przewidzenia, oczywiście ja jestem taka w gorącej wodzie kompana, ale co ja się tam znam cóż.
Rozmyślam nad jedną kwestią i zastanawiam się czy gra warta jest świeczki, w sensie czy cokolwiek ma szansę z tego wyjść.
Doszłam na pewno do jednego konkretnego wniosku, że muszę zerwać kontakt z J. … bardzo tego nie chcę, bo jest moim przyjacielem, na prawdę tak to postrzegam, jednak jednocześnie uważam, ze takie coś mnie zabije/zabija.
Na prawdę mam takie chwile, że myślę sobie, że to „ktoś” powinien znaleźć mnie a nie ja jego i, że powinnam być sama do czasu, aż wszystko odpowiednio się nie wyjaśni, samo ułoży. Z drugiej zaś strony myślę sobie, że samotność i niemożność porozmawiania z kimś, z kim bym się fantastycznie dogadywała mnie zabija.

Zazdroszczę J., że znalazł kogoś z kim właśnie fantastycznie się dogaduje. Bardzo mu tego zazdroszczę. Z drugiej zaś strony całkowicie go rozumiem, nie może na mnie czekać, aż ja się namyślę, zrozumiem coś, przejże na oczy czy cokolwiek. Tak nie może być. Jednakoż …. jakoś tak w środku mnie to zabolało. Nie ważne… musze być twarda.

00:20 – czas iść spać, chyba nigdy nie znajdę takiego dnia, żeby napisać coś od początku do końca to co mam w głowie, no co mogę zrobić. Eh.
7:00 basen – dam z siebie wszystko dzisiaj na treningu hehe.
potem 12h pracy mnie czeka, chyba, że uda mi się urwać wcześniej. ho ho ho
potem 2 dni wolnego jednak …. w środę będę stawiać pierwsze kroki na desce snowboardowej – nie mam bladego pojęcia co z tego wyjdzie o ! Ale jestem pozytywnie nastawiona, nie chcę się poddawać. Nie będę się bać upadków i siniaków i ogólnie wszystkiego nie będę się bać …. mam nadzieję haha.

 

Piosenką tego tygodnia jest … The Weekend – Can’t feel my face.

 

Cześć.

1.01.2016 – czas start, odliczamy do 2017

Nowy Rok – nowa JA ?
Nie mam pojęcia. W głowie mam miliony planów, miliony myśli, „postanowień”, które pewnie nigdy się nie zrealizują. Obiecałam sobie teraz spokojniejsze życie – zobaczymy co z tego wyjdzie. Będę bardziej rozważna i odpowiedzialna i wezmę się za siebie i znajdę przyjaciela, miłość …

Nie pisałam tu prawie 2 miesiące, olałam meile z przypomnieniami, olałam powiadomienia, co jakiś czas włączałam bloga spojrzałam na niego to tu, to tam … męczyło mnie myślenie o tym, że każdy post może wyglądać tak samo – i tak nikt tego nie czyta, ale sama moja świadomość tego bardzo mi ciążyła.

Czy jest możliwe, aby czas wyzwolił w człowieku uczucia ? Aby zmienić swoje podejście, do postrzegania drugiego człowieka?
Dziś wieczorem zdałam sobie sprawę, że rozstanie z J. spowodowało falę niekończących się złych zdarzeń, wszystko nagle zaczęło się źle układać, nie tak jak powinno. Kocham Go, w głębi serca zawsze będę – możliwe, że gdyby nie pojawienie się M. to możliwe, że teraz właśnie w tym momencie nazywalibyśmy siebie znów parą, życzylibyśmy sobie wszystkiego najpiękniejszego o północy jak robiliśmy to przez ostatnie 4 lata. Życie jest chyba niesprawiedliwe jak tak o tym pomyślę bardziej.
Co zrobić, ze swoim życiem aby być szczęśliwszym ? Jak nim pokierować, co zrobić, żeby nie władować się w ogromne kłopoty?

Muszę dać sobie na wszystko czas, nauczyć się wszystkiego, przede wszystkim nauczyć się siebie bo to bardzo ważna rzecz – chciałabym któregoś dnia, móc rano usiąść przy stole w salonie z kubkiem gorącej kawy, kanapką na śniadanie najlepiej z sałatą, pomidorem i jajkiem, patrzeć jak światło słoneczne wdziera się do pokoju przez lekkie zasłony i móc pisać o pozytywnych rzeczach. O tym własnie chyba teraz marzę. Czy to zbyt wiele ?
W tym roku kończę 24 lata … czas ucieka mi przez palce. Chciałabym czegoś, kogoś kto mógłby mnie w końcu poprowadzić gdzieś do przodu, przez to wszystko, w ogóle przez cokolwiek, mógłby po prostu być moim przewodnikiem.

Czas udać się do krainy snu, może jeszcze jakiś serial obejrzę, może poużalam  się jeszcze nad swoim życiem . Może umrę ….

 

Dobranoc blogowy świecie !

I’m too good for You.

Mamy wtorek, od niedzieli urlop – wiadomo, za szybko czas leci, hehe.
Od wczoraj czuje się fatalnie – chyba karma wraca po wszystkich moich imprezach z zeszłego tygodnia. To się chyba właśnie nazywa umieranie, tak mi się wydaje – czuje się źle, a do czwartku serio chciałabym czuć się lepiej, jeśli nie to uważam, że koncert wcale nie zaliczę do udanych.
W domu panuje jakaś dziwna atmosfera z mamą – mam wrażenie, że chciałaby mi coś powiedzieć, ale coś ją chyba blokuje – sama nie wiem.
W pracy dobrze, jednak w sumie praca dzisiaj była powodem, dla którego chciałam coś dzisiaj napisać. Otóż, jestem osobą, która robi najmniej zamówień pracowniczych i nagle jak coś zamówiłam, to robi się problem. Mimo, że wszyscy przede mną tak robią, zapytałam byłam fer, ale nie oczywiście kiedy ja coś zamawiam, to jest problem. Eh, szkoda mi słów, bo przecież D. i innym zawsze się upiecze …. ja tego po prostu nie rozumiem.

Zaczęłam znów normlanie … hm „normalnie” rozmawiać z Jakubem, nie jest to super relacja, ale co zrobisz, chce niech ma, hehe. Jakoś, przejrzałam na oczy – nic z tego nie będzie, może to i lepiej, nie będę musiała wyjeżdżać do warszawki, hehe.

Najbardziej jednak cieszę się, że zaczęłam normalnie rozmawiać z Jackiem, że jakoś ta nasza znajomość się ułożyła, bez krzywdy dla nikogo czy jakoś tak hehe, a to się pośmiejemy a to coś tam, a to do kina wyjdziemy razem czy coś. znaczy to akurat dopiero planujemy, jest ok. To mnie cieszy.

Mam jednak takiego jednego osobnika, co się chyba podkochuje we mnie, ale dziwna to jest akcja trochę, nie lubie się tłumaczyćz czegoś co nie robię źle, tym bardziej komuś, kto nie jest moim chłopakiem a wydaje mi się, że to chyba powinno wiele wyjaśniać. Tym bardziej wtedy, kiedy ja tak jakby proponuje coś i proszę się o coś …. a ta osoba, tak jakby w ogóle nie zwraca na to uwagi … już raz dałam drugą szansę trzeciej nie dam – a to chyba nie ja powinnam za kimś biegać skoro to nie ja „wystartowałam” tak jakby. Cóż stało się co się stało, nie odstanie się, ale może będzie chociaż trochę facetem w tym wszystkim. Jak napisałam wcześniej, mega nie lubie się z czegoś tłumaczyć, szkoda, że odbija się to też na jego kumplu ….któy w zasadzie …. dejm no ciastko no ! haha.

 

ten moment, w którym ból dupy nabiera dosłownego znaczenia. lecę oglądać dalej serialosy. Elo.

New Horizons

Czas stanąć na nogi, zrobić sobie krok do prozdu i unieść głowe wysoko. Czas się też trochę ogarnąć, cały czas sobie to mówię, a nic z tego nie wychodzi Oo.

Czas zrobić coś ze swoim życiem, nie można stać cały czas w miejscu !

 

Uśmiecham się ostatnio – dziękuję

Light

Lekcja na dzis … Zawsze głowa wysoko. Nie daj po sobie poznać ze zycie Cie łamie. Nie pozwól zeby widzieli ze płaczesz. Nie pozwól sie złamać. 

Zycie codziennie daje po dupie! Czego ja oczekiwałam ? Sama nie wiem … Kolejny raz. 

Kolejny raz sobie powtarzam ze jak masz miękkie serce to musisz miec twarda dupę! 

Powodzenia ….
Zawsze będę trzymał cię blisko
Ale nauczę się jak pozwolić ci odejść

Take me to church.

Wpadłam, jak śliwka w kompot. Dziś jest dzień kumulacji wszystkich możliwych uczuć.
Radości – bo wiem coś, czego nie wie druga strona a wiem, że będzie to fantastycznie miłe.
Smutku – bo jest gdzieś tam daleko, prawie nie rozmawiając ze sobą dzisiaj
Zazdrości – połączone z poprzednim uczuciem no i wiadomo …
Zmęczenia – jestem chora, a to chyba potęguje te wszystkie negatywne emocje.

Jeszcze kilka dni …

Dlaczego wpadłam jak śliwka ? Bo się zakochałam … na razie chyba jednak bez wzajemności, jest po prostu między nami ta chemia, chyba … Wiem, że powiedział mi te magiczne słowa, ale one chyba nie do końca były szczere, czuję to w taki sposób. Po prostu były powiedziane … a potem chyba zrozumiał, że nie czuje tak jak powiedział. Może też dlatego ja się tak zdystansowałam. Też tak czuje, że jestem trochę inna … może bardziej wycofana. Staram sie uważać na słowa, na to co mówię, w jaki sposób mówię.

Chciałabym, żeby to wszystko ułożyło się dobrze, żeby po prostu było dobrze. Wczoraj prowadziłam ciężką rozmowę z J. Cóż … bywa i tak. Są rzeczy, które TRZEBA zostawić z tyłu. po prostu bez tego nie ruszymy w żaden sposób do przodu.

Czas nam wszystko pokaże a tymbark prawdę Ci powie „Nic nie trwa wiecznie”

 

Dobranoc.

You say I’m always getting mad …

No bo albo teraz albo nigdy ….

Ktoś kiedyś, całkiem niedawno powiedział mi, ze jestem zbyt fajna zeby byc chorągiewka czyjegoś wiatru i ze stać mnie na na prawdę duzo. I tak dzisiaj sobie pomyslałam, ze przez tyle lat dałam sie układać pod kogoś – musze byc silna bo czas nigdy nie stoi w miejscu. 

Dzien w pracy bardzo sie dłuży, cały dzien czuje sie zestresowana, chodzę jak na szpilkach, jutrzejszy dzien z Tomaszem. Cieszę sie tym, bo strasznie lubie z nim pracować! 

Codziennie sobie powtarzam ze jestem silna i ze przecież dam sobie radę, o!

Ps. Kocham mojego vansa !!!

Stoję tu, gdzie tylko mogę. Prawda?

Ostatni dzień. Dziś wracam do domu, na Śląsk. Dziwne uczucie, myślę, że jeszcze dziwniej będzie mi jutro … wraca do pracy, a On … jedzie tam. Dla mnie będzie to cały dzień stresowania się. Nadal jest to rzecz, przez którą ja się boję wszystkiego i mam chyba takie „wątpliwości” (?), nie wiem czy to dobre słowo w tym temacie.
Wczoraj był mój psychiczny straszny dzień – nie wiem jak to nazwać, wypełniona byłam wszystkimi możliwymi wątpliwościami, strachem, rezygnacją …

Update 11:00

Późne śniadanie, herbata, papierosy … (niepotrzebne skreślić). Kawałek z nowej płyty Miuosha „Brud i tusz” – moim faworytem tej płyty. Czas wznowić pisanie. Najgorsze są takie dni, kiedy po otwarciu oczu masz milion myśli na sekundę, przebiegają Ci przez głowę jak spadajace gwiazdy, jakbyś to wszystko wstawił w hiperlapse… a potem na prawdę chcesz to wszystko przelać gdzieś, odciąć się od tego, dać sobie upust, tym wszystkim myślą i jesz to pierdolone śniadanie, po tym jak odjebałaś się jak gwiazda dla bóg wie kogo a w głowie masz NIC. Totalne zero myśli! I siedzisz przez 10 minut przed tym monitorem bez celu szukając sobie inspiracji, chodząć od kąta w kąt modląc się, żeby albo przyszła wena, albo, żeby te myśli zebrały się w jakąś jedną spójną kupę … czegoś. Sytuacje w tym wszystkim ratuje spotify – bo przecież bez muzyki, nie ma życia. No nie oszukujmy się, w moim przypadku nie ma.
O, gołąb coś dziobie za oknem na dachu, heh. Very kurwa zabawne ……..

Dziś, plan jest taki, że cały dzień mam dla siebie. Zastanawiając się co z tym czasem zrobię doszłam do zaskakującego wniosku, że zjem chyba na mieście. No tak – umrę tu sama w domu, przez cały dzień. Na pewno nadrobię sobie seriale, będę na zero, zostanie tylko The strain, któremu muszę poświęcić trochę wiecej czasu, gdyż do nadrobienia mam prawie cały sezon.

 

Prawdziwe życie, zaczyna się tam, gdzie zaczynają się poważne rozmowy, takie o życiu, o uśmiechu, o łzach, o załamaniach. Gdzie popełniło się błędy? Tam gdzie w ogóle byśmy nie pomyśleli, że mamy ich szukać. Takie jest właśnie życie, zaskakujące na każdym kroku. I chciałoby się coś zrobić, coś więcej, coś bardziej, ruszyć tą maszynę do prozdu, dać jej jakieś pchnięcie … a tak na prawdę te wspaniałe momenty bliskości zacierają się tylko do granicy seksu i jest to wspaniałe, łączące ludzi, ale to jest złe.

Nie mogę angażować się, wyznawać swoich uczuć, komuś kto nie jest pewny w którym miejscu teraz stoi i gdzie będzie jego następny krok. Sama sobie robie krzywdę, wiedziałąm to już dawno temu, ale chyba żyłam jakaś złudną nadzieją, że mam w sobie właśnie to „coś”. Marta obudź się, takie rzeczy nie istnieją, nie jesteś księżniczką …. księżniczko.

Życie jest takie, że powinnam spakować się w środę i wrócić do domu … może to by był jakiś życiowy kop, może tak właśnie powinnam zrobić a nie ładować się w drzwi, które nie mają klamki. Nie wiem na co ja liczyłam? Na cudowną znajomość z nieznajomym, na miłość od pierwszego pocałunku, na życie jak w bajce? Boże jaka jestem głupia … sprawiam sobie więcej zawodów, niż mogłabym sobie to wyobrazić. Na prawdę, na co ja w ogóle liczę? W głowie mi się to nie mieści.

Zakochałam się w kimś, kto chyba tak na prawdę mnie nie kocha … to jest właśnie ten strach przed sprawieniem komuś przykrości. Strach przed powiedzeniem komuś, przepraszam, ale ja Ciebie nie … może to powinno się wydarzyć wtedy właśnie, takie powinno być zakończenie tamtej rozmowy.

Nie można planować czegoś, co ma się zdarzyć pod koniec roku, jeśli nie wiemy co zdarzy się za 2 tygodnie. Za 2 tygodnie, znów możemy być dla siebie obcymi ludźmi. Znów nasze życie wróci na te stare tory, na te, na których albo się zgubimy na rozjeździe, albo odnajdziemy na tym jednym wspólnym.

 

Tyle na dziś ode mnie, każde kolejne zdanie ciągnie nas tylko w dół w tą stronę w którą nie powinno, na pewno.

Czas coś ze sobą zrobić. Marta, daj sobie porządnego kopa w dupę, bo zawsze będziesz tkwić w tym gównie zalanym łzami.